Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ocena : 3/5. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ocena : 3/5. Pokaż wszystkie posty

7 paź 2017

"Wiedźmin: dzieci lisicy" tom 2

Tytuł: "Wiedźmin: dzieci lisicy" tom 2
Scenarzysta: Paul Tobin
Liczba stron: 136
Wydawnictwo: Egmont

Wiedźmin: Dzieci Lisicy to drugi tom przygód Geralta z wydawnictwem Dark Horse. Tym razem w podróży wiedźminowi towarzyszy krasnolud Addario. Jak się okazuje jest wprawny w boju, lubi dobrze wypić oraz popatrzeć na dziewki. I dobrze dogaduje się z Białowłosym. Obaj chcą dotrzeć do Novigradu jednak bagna uniemożliwiają pieszą wędrówkę. 

Przypadkiem natrafiają na statek, który zmierza do miasta. Ludzie, którzy się na nim znajdują, zachęcają wiedźmina do podróży. Mają bowiem ukryty cel. Okazuje się, że na pokładzie przetrzymują szczenię lisicy – aguary. Lisica jest bardzo niebezpieczna, potrafi wytwarzać bardzo realistyczne iluzje i nawet samemu Geraltowi nie spieszy się do starcia z Nią. 

Mężczyźni na statku czują się bezpieczniej, gdy mają za zakładnika dziewczynę. I tak cała podróż jest urozmaicana przez różne starcia z potworami, iluzjami oraz konfliktami na pokładzie. Sprawy zaczynają się coraz bardziej komplikować, a niebezpieczna lisica jest coraz bliżej… Tom ten jest moim zdaniem słabszy od Domu ze Szkła. Cała historia dzieje się na slupie, dużą część zajmują przedłużone dialogi. Biały Wilk nie jest już tak dziwaczny jak w poprzednim albumie. 
źródło: naEKRANIE.pl


Fabuła ociera się trochę o „Sezon Burz” Sapkowskiego – głównie motyw ze zgubieniem mieczy Geralta. Załoga przez całą podróż „użera” się z iluzjami, które to bezbłędnie odgaduje wiedźmin. Gdy nie ma stali używa starych, dobrych znaków. Cieszy pojawienie się innych potworów: endriag czy bab wodnych. Kreska jest dobra, niemal identyczna jak w Domu ze Szkła. Wydanie z Egmontu jak zwykle prezentuje wysoki poziom. Tu nic się nie zmieniło. Sztywna okładka, duży format. Bardzo spodobały mi się okładki na samym końcu. Są one inspirowane Dzikim Gonem – grą od CDP. Ode mnie leci solidna „trójeczka”. 

Ocena 3/5. 
Recenzja tomu 3 pt. „Klątwa kruków” pojawi się niebawem. Tu link do Domu ze Szkła. [link]

Album zawiera materiały pierwotnie ukazane w amerykańskim Witcher: Fox of Children #1-5 wydanym przez Dark Horse.

Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytac.pl TUTAJ.

16 sie 2016

"The Walking Dead. Żywe Trupy. Zejście" - Jay Bonansinga

Tytuł: "The Walking Dead. Żywe Trupy. Zejście".
Autor: Jay Bonansinga
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Tym razem już bez pomocy Roberta Kirkmana, ale oczywiście na podstawie jego twórczości „Żywe Trupy” zawładnęły kulturą na wysoką skalę. Nie ma co ukrywać, chyba mało kto nie słyszał o przygodach Ricka, czy komiksach Kirkmana. Na podstawie tej serii wyszło już prawie 160 zeszytów komiksowych (u Nas około 30, a to dlatego, że pięć zeszytów amerykańskich to Nasz jeden). Do tego 6 sezonów serialu TV (na jesień będziemy mieć już siódmy, a to na pewno nie będzie ostatni). Który okazał się absolutnym hitem. Obok jest jeszcze kilka gier + seria książkowa.

„Zejście” jest już piątą z kolei częścią po „Narodzinach Gubernatora”, „Drodze do Woodbury”, oraz „Upadku Gubernatora 1-2”. Oznacza to, że osoba, która sięga po piątą część bez znajomości poprzednich będzie lekko zdezorientowana. Nie będzie znać losów bohaterów ani ich nazwisk. Podkreślam, że znajomość serialu nie przyda się, ponieważ seria tych książek nie opisuje losów Ricka, Carla ani reszty grupy. Jest to poboczna seria, która sprytnie splata wydarzenia serialowe. 

Po raz kolejny przyjdzie przeczytać Nam o przygodach Lilly Caul, Boba i reszty paczki. Fabuła skupia się na odpieraniu zombiaków z odbitego miasteczka Woodbury, w którym jeszcze niedawno siał terror Gubernator. Teraz po jego śmierci rozbłysnęła iskierka nadziei na rozpoczęcie nowego życia za murami „bezpiecznego” azylu. Na przywódcę wszyscy chcą wybrać chorą na klaustrofobię Lilly Caul, która wcale nie pali się na objęcie tak odpowiedzialnego stanowiska. W życiu widziała wiele śmierci, nie chce, by obwiniano ją o kolejne straty. 
Wracając do fabuły, na miasteczko rusza horda „sztywniaków”, którą Nasi bohaterowie będą starali się odeprzeć. Sytuacja wygląda trochę beznadziejnie, gdyż brakuje rąk do walki, a amunicji jest jak na lekarstwo. Problem ten występował też na początku 6 sezonu. Ktoś kto oglądał serial będzie trochę bardziej zorientowany. Jednak Ci, którzy go nie widzieli też szybko wczują się w sytuację.  Jak się dalej okaże pokonanie hordy szwendaczy to dopiero początek problemów jaki będzie czekał mieszkańców Woodbury. 

Jak to bywa w serii TWD głównym problem jednego człowieka jest drugi człowiek, a umarlaki to tylko przykry dodatek. Co do samej powieści nie ma większych powodów do narzekań. Bohaterowie nie są „płascy”. Każdy ma swoją historię, traumę. Mamy dużo akcji, trup ściele się gęsto, choć czasem jest baaardzo nudno. Mamy tych dobrych i tych złych. Jest mnóstwo religijnych nawiązań. Potem to trochę odbija się czkawką. Klimat post apokalipsy jest jak najbardziej wyczuwalny. Mimo, że książkę czytało mi się średnio (lepiej bawię się na serialu i komiksach), to jednak powieść o truposzach to miła odskocznia.

Moja ocena: 3/5
Plusy:
- klimat uniwersum TWD,
- czasem można aż „wyczuć” zombiaka,
- dzieje się dużo….

Minusy:
- ….choć czasem jest też strasznie nuuudno,
- za dużo religijnych nawiązań.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu SQN
Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytać.pl KLIK, matras.pl KLIK, empik.com KLIK, bonito.pl KLIK.

12 cze 2016

"Star Wars. Przebudzenie Mocy. Historia Rey"- Elizabeth Schaefer

Tytuł: "Star Wars. Przebudzenie Mocy. Historia Rey".
Autor: Elizabeth Schaefer
Liczba stron: 140
Data premiery: 16-05-2016
Wydawnictwo: Egmont

Obok „Przebudzenia Mocy” Michaela Kogge’a znalazła się druga pozycja na podstawie scenariusza filmu „Star Wars – Przebudzenie Mocy, Historia Rey” autorstwa Elizabeth Schraenker. Książka ta nie wprowadza nic nowego do fabuły. Nie różni się niczym od filmu (może poza sceną, w której Rey uczy się latać na symulatorze lotu, który sama zbudowała). Książka streszcza nam Gwiezdne wojny z perspektywy Rey. 

Nie ma tu więc scen ataku szturmowców i Najwyższego Porządku na wioskę na planecie Jakku. Nie ma Kylo Rena ani Snoke’a. Oczywiście tego pierwszego w końcu spotyka, ale to już pod koniec naszej lektury. Wcześniej jeszcze poznajemy Finna, Hana Solo i Chewiego, a jeszcze wcześniej BB-8. Tak, to wszystko już znamy. Po co po raz kolejny to opisywać? Równie dobrze można napisać „Historię Finna”, „Historię Kylo Rena” itd., i z perspektywy każdego bohatera opowiedzieć film. Rey jest postacią pozytywną, ale samotną. Jak wiemy jej rodzice zostawili ją, "dla jej dobra" na Jakku, więc musiała sobie radzić sama. To ją w jakimś sensie zahartowało. Aktorka odgrywająca jej rolę moim zdaniem wypadła bardzo dobrze i jestem ciekawa, jak dalej potoczą się jej losy.
Znajduje się tutaj kilkanaście rozdziałów, każdy jest poprzedzony kolorowym kadrem z filmu. Pozycja ta liczy trochę ponad 100 stron(!), jest napisana dużym drukiem (przeznaczona raczej dla młodszych fanów). Czyta się ją jednym tchem. Nie znajduje się w niej nic nowego, nie ma smaczków w postaci nowych scen, których nie widzieliśmy w filmie (a na to bardzo liczyłam). Nawet dialogi są niemalże identyczne! Przednia okładka przedstawia Naszą zbieraczkę złomu, która trzyma miecz świetlny. Jak wiemy bohaterka użyje go podczas końcowej walki… 

„Force Awakens” Kogge’a była książką skierowaną raczej dla fanów serii jak i całego sci-fi. Po przeczytaniu jej, sięganie po „Historię Rey” jest raczej bezcelowe. Nie dowiemy się z niej nic, czego nie byłoby w poprzedniej powieści. Jednak fani mogą być zadowoleni z pomysłu autorki. Jeśli tak, to na pewno sięgną po tę książkę. Moja recenzja jest krótka, bo co można pisać o hm, skopiowanej lekturze? Polecam ją głównie fanom. 
Moja ocena: 3/5.
Plusy:
- ciekawy pomysł autorki,
- kolorowe ilustracje jako bonus,
- ładna okładka.
Minusy:
- za krótka,
- brak nowych, dodatkowych scen,
- to już było!!!

Dziękuję wydawnictwu Egmont za egzemplarz do recenzji
Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytać.pl KLIK

27 lis 2015

"Metro 2035" - Dmitry Glukhovsky

Tytuł: "Metro 2035".
Autor: Dmitry Glukhovsky
Liczba stron: 540
Wydawnictwo: Insignis
Data premiery: 04.11.2015

Właśnie wyszła długo oczekiwana przez wszystkich (a także przeze mnie) ostatnia część trylogii Dmitrija Glukhovskiego pt. „Metro 2035”. Jest to książka, która zamyka cykl losów Artema i jego bliskich. Co ciekawe autor stwierdził, że powieść tą mogą czytać zarówno Ci, którzy znają poprzednie części, jak i Ci, którzy nigdy nie mieli „Metra” w ręku. 

Część ta zdecydowanie różni się od poprzednich, a także od innych pozycji z Uniwersum Metra. Mamy tutaj zdecydowanie więcej akcji, fabuła nie stoi w miejscu, choć tak naprawdę przez całą książkę nasz główny bohater ma tylko jeden cel – nawiązać kontakt z innymi ocalałymi. Tak więc śledzimy naszego śmiałka, który codziennie wychodzi na powierzchnię, dostaje się do najwyższego budynku w okolicy, pokonuje 40 pięter i szuka częstotliwości. Może Paryż? Może Londyn? Jego próby skazane są na porażkę. 

W eterze słychać ciszę, szum. On sam naraża się na niebezpieczeństwo (na powierzchnię będzie wychodził nawet bez kombinezonu!). Nikt nie będzie mu wierzył, wszyscy będą mieć go za nawiedzonego świra. Jednak on się nie podda. Będzie drążył tak długo aż odkryje tajemnicę. Straszną tajemnicę! Nasz bohater zmienił się od czasów Metra 2033. To już nie jest ten sam wystraszony chłopczyk, który opuszcza swój rodzinny WOGN ze łzami w oczach. Teraz ignoruje strach, dorósł. Jest gotów porzucić wszystko (bliskich, żonę, własne zdrowie), by dopiąć swego: by uratować ludzi przed śmiercią w podziemiach.

To, że książka różni się od poprzednich odsłon, nie oznacza, że całkiem nie przypomina Metra.
W dalszym ciągu mamy Linię Czerwoną, Hanzę. Wszędzie czai się wróg. Faszyści, czerwoni, kanibale. Wszędzie występuje zdrada, bród, seks i przemoc. Każdy walczy o przetrwanie jak umie. Ludzie są zaślepieni ideami głoszonymi przez przywódców. Mamy zdrajców, mamy sojuszników. Nie mamy zaś… potworów. To prawda! Przez całą książkę nie zobaczymy ani jednego zmutowanego wilka, czy pająka. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem, a także minusem. No bo jak można było zrezygnować z głównego atutu serii jakim są zmutowane, krwiożercze potwory? :)


Dzięki temu Artem chodzi sobie po powierzchni i bez szwanku wychodzi z każdej wyprawy. Chodzi, a nawet jeździ… Tak! Są samochody, do tego sprawne i zatankowane! Do tego większość akcji dzieje się na powierzchni. To ciekawy zabieg ze strony autora, ale nie wszystkim może się on spodobać. Książka ta jest nawiązaniem do gry Metro: Last Light jednak ja nie widzę zbyt wiele wspólnego jeśli chodzi o fabułę… Powieść ta nie została tak ciepło oceniona jak „Metro 2033”. Ludzie narzekali na brak potworów, słabe, „drewniane” postacie oraz schematyczność i brak świeżości. Mnie osobiście większość rzeczy nie przeszkadzało, ale nie jest to najlepsza część całej sagi Metra. Fani mogą być trochę zawiedzeni, lecz Ci, którzy nie mieli styczności z Metrem mogą być zadowoleni.
Ocena: 3,5/5.

Plusy:
- dużo akcji,
- przemiana bohatera,

Minusy: 
- słaby klimat Metra,
- brak potworów!,
- mało świeżości.

Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytać.pl KLIKNIJ

5 maj 2013

7 zasad sukcesu według mistrza Chuang Yao - Maciej Stawicki

Tytuł : "7 zasad sukcesu według mistrza Chuang Yao"
Autor : Maciej Stawicki
Liczba stron : 144
Wydawnictwo: Studio Astropsychologii


"Zostań swoim mistrzem. Stań się mistrzem w swoim życiu.  Odkryj mistrzowski sposób na lepsze życie".

Sukces w swoim życiu chce osiągnąć każdy z nas. Czasami droga do niego jest trudna, z przeciwnościami i często już "na starcie" poddajemy się i rezygnujemy z naszych planów i marzeń. 

"7 zasad sukcesu wg. Mistrza Chuang Yao" to mała książeczka opatrzona w środku ciekawymi ilustracjami i historyjkami  bohatera, który wraz z Mistrzem Yao, podróżuje po Chinach i uczy się od niego zasad pozwalających osiągnąć mu sukces i szczęście.

Główne zasady, aby osiągnąć szczęście i sukces są opisane w jednej z przypowieści. Jeśli wierzysz w swoje szczęście i będziesz działał wytrwale, łatwiej będzie ci zrealizować swoje plany. Jednak droga do celu jest zazwyczaj bardzo indywidualna i powinniśmy mierzyć do niej własnymi możliwościami i torem.

Każdy kto lubi filozofię i kulturę Dalekiego Wschodu powinien się zapoznać z tym tytułem. Krótkie, zwięzłe historyjki nie zanudzają, ale też nie są wybitnie dobrymi poradami.. Jednakże, jak każda bajka posiadają one morał nad którym warto się chwilę zastanowić. 

Czasami warto sięgnąć po jakiś poradnik i poczytać go, choćby z nudów. Może coś wniesie w nasze życie, albo sprawi, że spojrzymy na niektóre sprawy z innej perspektywy. :) 

Moja ocena : 3/5
Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytac.pl
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/168228/7-zasad-sukcesu-wedlug-mistrza-chuang-yao/opinia/10667254#opinia10667254

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuje Studiu Astropsychologii