Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Powieść. Pokaż wszystkie posty

19 mar 2018

Wielkie Płaszcze powracają! Cień rycerza w księgarniach już w kwietniu

Cześć,

4 kwietnia do księgarni trafi drugi tom „Wielkich Płaszczy” – niezwykłej serii fantasy spod znaku płaszcza i szpady autorstwa Sebastiena de Castella.
Sebastien de Castell jest kanadyjskim pisarzem, którego debiut, a zarazem pierwszy tom serii pt. Ostrze zdrajcy był nominowany między innymi do Goodreads Choice Award w kategorii najlepsze fantasy.
W Cieniu rycerza poznamy dalsze losy bohaterów znanych z Ostrza zdrajcy: Falcia, Kesta i Brastiego – legendarnych wędrownych trybunów, którzy mają za zadanie zaprowadzić sprawiedliwość w przeżartej intrygami i korupcją Tristii. Oprócz licznych przeciwników, z owianymi złą sławą dashini na czele, muszą się zmierzyć z reputacją zdrajców. Stawką jest życie prawowitej dziedziczki królestwa, której pretensja do tronu wyraźnie zawadza książętom zdeterminowanym, by zachować władzę w swoich skorumpowanych księstewkach. Czy legendarnym trybunom uda się ochronić królewski czaroit? 
A może powstrzyma ich Lament Wielkich Płaszczy?
I tym razem w powieści nie zabraknie zaskakujących zwrotów akcji i doskonałego humoru charakterystycznego dla prozy de Castella.

Sama radość – sequel lepszy niż część pierwsza. Pierwszorzędna opowieść, pierwszorzędna przygoda… pierwszorzędna książka i kropka!
Conn Iggulden, autor bestsellerowej serii „Imperator”

Pełna wartkiej akcji… Wręcz sama się czyta… Obficie podlana czarnym humorem…
Joanna Kułakowska „Nowa Fantastyka” o Ostrzu zdrajcy

Zamów: TUTAJ
Dowiedz się więcej na: www.decastell.pl

Jesteście zainteresowani? :)
Pozdrawiam.

10 mar 2018

"Wędrowiec" - Suren Cormudian

Tytuł: "Wędrowiec"
Autor:  Suren Cormudian
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Insignis

Dużo czasu minęło od ostatniej premiery jakiejś książki z Uniwersum Metra. Dlatego moje oczekiwania były jeszcze większe i z niecierpliwością czekałam aż dostanę ją w ręce. Nowa powieść nosi tytuł „Wędrowiec” autorstwa Surena Cormudiana. 

Można powiedzieć, że czas i miejsce w jakim dzieje się akcja, jest równoległy do głównej historii Metra 2033 Glukhovsky’ego. Mamy Polis, bibliotekę im. Lenina, przewija się wiele znajomych nazw ulic. Dodatkowo w trakcie akcji bohaterowie wspominają Młynarza, a nawet Czarnych. 

Głównym bohaterem historii jest ok. 40-letni stalker: Siergiej Minimalny, pseudonim Papiernik lub po prostu Pap. Osoba ta twardo stąpa po ziemi, umie o siebie zadbać (dowodem są samotne wyprawy na powierzchnię). W chwili zagrożenia nie ucieka z podkulonym ogonem, lecz walczy i nieźle przy tym żartuje. Oczywiście jak każdy ma też swoje słabości, nosi ból i stratę w sercu, jednak stara się tego nie pokazywać. 

Po powrocie z powierzchni, wraca na Tulską – swoją rodzinną stację i jest świadkiem kilku nieprzyjemnych zdarzeń. Pod ziemią umierają ludzie w sposób nienaturalny i brutalny. Nikt dokładnie nie wie co jest przyczyną, a lekarze załamują ręce. W Metrze pojawia się też tajemniczy nieznajomy, który sprawia wrażenie osoby upośledzonej umysłowo. Jak się okaże tylko On wie co jest przyczyną tajemniczych zgonów i to z mim wyruszy Siergiej, by powstrzymać zagrożenie. 

Nasz stalker nazwie go Wędrowcem. Na początku ich współpraca mocno kuleje, ale w trakcie trwania wspólnej przygody i wzajemnemu ratowania sobie tyłków, relacja zmienia się powoli w przyjaźń. Wędrowiec też bardzo szybko się uczy i potrafi zachować zimną krew, więc na powierzchni jest cennym kompanem. Jak się później okaże, za sprawą brutalnych mordów stoi mozz – postać organicznego wirusa, który ma świadomość, szuka sobie nosiciela (człowieka) i żywi się strachem. Im okrutniejszą osobę jako nosiciela wybierze mozz, tym większych szkód potrafi zrobić. Tylko stalker i Wędrowiec podjęli ryzyko, by ratować Metro i jego skromną populację przed złem totalnym. 

Autor potrafi budować ciekawy klimat. Wyjścia na powierzchnię są niebezpieczne, opis mutantów jest szczegółowy - plus za coś nowego (wiedźmuchy i stygmaty). Bohaterowie są autentyczni – można się wręcz z nimi zaprzyjaźnić, podczas ich dialogów można się uśmiechnąć (i to nie raz). Cała powieść jest raczej jedną z najkrótszych jakie czytałam (prawie 300 stron). Nie jest to wada, wręcz przeciwnie. Rozdziały są krótkie, klimatyczne i nie wieją nudą. Zakończenie nie jest otwarte i to moim zdaniem dodatkowy plus. Z tyłu na okładce tradycyjnie dostajemy mapkę. Wędrowca zaliczam do jednych z lepszych historii w kolekcji UM2033. Serdecznie polecam.

Moja ocena: 5/5

**********
Dodatkowo do „Wędrowca” dołączono darmowy egzemplarz opowiadania D. Glukhovsky’ego „Koniec drogi”. Opowiada on historię Wańki – chłopca, który ucieka z domu od surowego ojca w stronę tytułowej Drogi. Miejsca, do którego nie zapuszcza się nikt, niezbadanego i niedostępnego. 

W czasie wędrówki, chłopak mierzy się ze swoimi słabościami, a podróż nie jest spacerem po parku. Po drodze spotyka Sierafima Antonowicza – starszego człowieka, który ratuje mu życie. Decydują się wspólnie dotrzeć do celu. Opowiadanie zaskakuje akcją, napięciem oraz gorzkim zakończeniem. „Koniec drogi” to odskocznia od typowych klimatów Metra. Warto się z nim zapoznać.

Moja ocena: 4/5
Do opowiadania dodano jeszcze 3 pierwsze rozdziały „Tekstu” – nowej powieści autora trylogii Metra.  

Za egzemplarze do recenzji dziękuję wydawnictwu Insignis
Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytać.pl KLIK, na empik.com TUTAJ, oraz na gandalf.com KLIK.

15 lut 2018

Fragment "Woła mnie ciemność" u mnie na blogu :)

Cześć,

Wczoraj miała miejsce premiera powieści Agaty Suchockiej: "Woła mnie ciemność". To książka dla czytelników dorosłych, i to też nie wszystkich. Autorka łamie w niej niejedno tabu.

"Woła mnie ciemność"- to przesycona emocjami i pełna erotycznego napięcia powieść drogi, zapis moralnego upadku i wędrówki ku zagładzie początkowo niewinnego bohatera, który porzuca wpojone mu za młodu ideały. Rozbrzmiewająca muzyką i przepojona gotycką atmosferą historia, nawiązująca do klasycznych powieści grozy – z bohaterami, w których można się zakochać już od pierwszych stron − gwarantuje mnóstwo zwrotów akcji i kunsztowną ucztę dla zmysłów.  


Autorka zabiera nas do świata Armagnaca Jardineux, potomka plantatorskiej rodziny z Luizjany, który wyrusza w podróż do Europy, by zdobyć wykształcenie i posmakować rozrywek. Tymczasem wojna secesyjna pustoszy Południe, pochłaniając rodzinny majątek i na zawsze oddzielając go od bliskich. Zarówno krewni, jak i rodzinna fortuna pozostają tylko wspomnieniem. Armagnac, samotny w obcym Londynie, tropi smutki w alkoholu. Jedyne, co potrafi i na czym może zarobić na życie, to z wirtuozerią grać na fortepianie. Dzięki temu talentowi poznaje młodego skrzypka oraz jego mecenasa − tajemniczego lorda Huntingtona, który wynosi go na salony. Wkrótce Armagnac odkrywa, że dawna tajemnica związała losy jego babki z Huntingtonem. Lektura starego pamiętnika zasiewa w sercu pianisty ziarno niepokoju. 
Czy to możliwe, że wiele lat temu babka opisywała tego samego mężczyznę, który teraz bawi się jego losem? 

Woła mnie ciemność to pierwszy tom cyklu Daję ci wieczność.


Z okazji premiery książki wydawnictwo Initium udostępnia fragment powieści.
Zapraszam!

********

Agata Suchocka
Woła mnie ciemność
Daję ci wieczność – Akt 1

IV

– Lord wkrótce do nas dołączy.
Lothar powoli odkrajał kęsy, jadł niespiesznie i elegancko. Z trudem powstrzymywałem wilczy apetyt, w duchu śmiejąc się z siebie. Byłem przecież wykształconym człowiekiem, a dwa dni postu zrobiły ze mnie prostaka.
Lord Edgar Francis Huntington.
Wyobraziłem sobie starego zarozumialca, któremu wydaje się, że może dysponować ludźmi, że może ich kupować i sprzedawać jak przedmioty. Lothar stał się w moich oczach jedną z zabawek, które umilały tamtemu chwile starości, ja natomiast miałem zostać kolejną. Skąd we mnie tyle cynizmu, podejrzliwości i nieufności? Nie zastanawiałem się nad tym zbyt długo, gdyż przez cały czas myślałem głównie o nazwisku Huntington, o tym, że gdzieś już je słyszałem – nie, widziałem zapisane… Ale gdzie?
– Bardzo pan zamyślony. – Lothar uniósł do ust kolejny malutki kęs. – Chyba nie denerwuje się pan aż tak?

Milczałem. Owszem, denerwowałem się, choć nie wiedziałem dlaczego. Irracjonalny lęk przed spotkaniem z mecenasem sprawiał, że ciężkie, srebrne sztućce ślizgały się w moich spotniałych dłoniach. Kamerdyner Lothara obserwował nas z ukrycia, co raz pojawiając się jak widmo i ukradkiem dolewając wina do kieliszka gospodarza.
Rozglądałem się po jadalni, urządzonej wystawnie i dostatnio: otaczały nas meble z egzotycznego drewna, zastawa o złoconych rantach, najlepsze kryształy – dyskretne przejawy bogactwa, z którym nie chciano się afiszować. Na ścianie wisiały oleje przedstawiające ruiny i krajobrazy skąpane w świetle księżyca, każdy szczegół oddany wyraźnie jak na dagerotypie. Była w nich jakaś melancholia, która nie sprzyjała apetytowi; nie pasowały do jadalni, a jednak wyeksponowano je właśnie tutaj, jakby specjalnie miały przypominać o tym, że życie nie polega jedynie na doczesnych przyjemnościach.
– Przepiękne, prawda? – Lothar zawiesił wzrok na jednym z obrazów, powoli sącząc czerwone wino. – To prezenty od przyjaciela lorda. Przepięknie maluje, szczególnie portrety. Z pewnością będzie pan miał szansę obejrzeć je w posiadłości lorda. Jego kolekcja obejmuje szereg wizerunków protegowanych i znakomitości, które gościły w jego progach.
Były piękne i niepokojące zarazem, zdawało mi się, że emanuje z nich smutek artysty, który je namalował, jak gdyby…

– Arapaggio ucieszyłby się z pańskiego podziwu.
Zza moich pleców dobiegł cichy głos, szept niemalże, pobrzmiewający jakby ze studni. Wzdrygnąłem się i odruchowo wstałem, odsuwając krzesło z nieeleganckim zgrzytem.
Lothar również się podniósł, po czym skłonił głęboko, spuszczając wzrok.
– Lordzie Huntington, to pan Armagnac Jardineux. – Wskazał na mnie, obchodząc stół.
– Cudowne dziecko o imieniu wina… – Przybyły mężczyzna zlustrował mnie przenikliwym wzrokiem zmrużonych oczu, jasnych i błyszczących. Nawet w półmroku mogłem dostrzec ich głęboki, szmaragdowy kolor. – Trunku aromatycznego, słodkiego i uderzającego do głowy.
Nie wiedziałem, co bardziej mnie onieśmieliło – jego słowa czy zmysłowo uśmiechnięte usta, które je wypowiedziały.

Lord Edgar Francis Huntington wyglądał na najmłodszego z nas trzech. Niewysoki, smukły, odziany w czerń, o gładkiej twarzy okolonej jasnymi włosami, zdającymi się żyć własnym życiem. Poruszały się przy każdym jego niespiesznym kroku – jak włosy topielca na powierzchni wody. Uniósł do nich dłoń, okrytą białą rękawiczką, jakby nieświadomie próbował je ujarzmić, gdy lokaj odebrał od niego cylinder. Odprawił go niedbałym gestem. Twarz lorda była blada, jakby pokryta warstwą matowego pudru, co sprawiało wrażenie, że patrzy się na niego przez zaparowaną szybę. To musiał być bardzo staranny makijaż, dlaczego jednak tak młody człowiek się za nim ukrywał, nie byłem w stanie odgadnąć.
– Lothar bardzo pochlebnie wypowiada się o panu. – Lord wskazał gestem, żebyśmy usiedli, i sam zajął wolne miejsce u szczytu stołu.
Służący dyskretnie postawił przed nim talerz i napełnił kieliszek, lecz gość nie zwrócił na to uwagi. Ja też zapomniałem o jedzeniu, słuchając głosu mecenasa, w którym czaił się pomruk, jakby siedziała w nim jakaś bestia próbująca przemówić. Przeszedł mnie dreszcz – mówił do mnie chłopiec, a ja drżałem jak uczeń przed groźnym profesorem, nie, raczej jak bezbronny człowiek w obliczu drapieżnika.
********

– Jak zapewne pan wie, jestem mecenasem młodych artystów. Wielu muzyków zrobiło spektakularne kariery, zaczynając pod moimi skrzydłami.
Kiedy ich wspierałeś?, pomyślałem. Z kołyski?
Lord uśmiechnął się ponownie, a moje serce zmiękło, jakby tym uśmiechem rzucił na mnie urok. Patrzył mi prosto w oczy. W jego spojrzeniu była jakaś lubieżność, rozchylił nawet usta, jakby przyglądał się nagiej kochance, a ja poczułem, że pod wpływem tego wzroku rumienię się jak dziewica. Zdawał się zaglądać wprost do mojego umysłu.
– Zbyt łatwo ulega pan pozorom, panie Jardineux! – Ten głos był jak narkotyk, czułem zawroty głowy, jakbym wypił za dużo wina, a przecież ledwie dotknąłem kieliszka! – Patrzy pan na moją twarz i widzi chłopca, proszę jednak mi wierzyć, przeżyłem o wiele więcej, niż jest pan sobie w stanie wyobrazić. Spotkałem na swojej drodze wielu przyjaciół i wrogów, zjeździłem Europę i Nowy Świat, wyrabiając sobie o nim obiektywne pojęcie, które – z całym szacunkiem – panu jest obce. Moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła. Potrafię wyczuć talent i sprawia mi niesamowitą radość patrzenie, jak się rozwija. Pan, mój drogi Armagnac – zdawało mi się, że celowo zawiesił głos, przedłużając krótkim warknięciem moje imię – jest samorodnym talentem, któremu nie pozwolę się zmarnować, który musi zostać zapamiętany na wieki, który musi trwać…
– Nie słyszał pan jeszcze, jak gram – przerwałem mu, czując, że stracę przytomność, jeśli natychmiast nie przestanie mówić.
– Proszę więc coś zagrać i udowodnić mi, że się nie pomyliłem! – Wskazał sąsiedni pokój, w którym stał fortepian.
Wspomniał, że zwiedził Nowy Świat… Kiedy? W czasie wojny nikt tam nie podróżował, a przed wojną on zapewne był jeszcze dzieckiem. Ile miał lat?
Chwiejnym krokiem dobrnąłem do instrumentu i usiadłem, unosząc pokrywę znad klawiatury. Świat wirował, a przez moją głowę przebiegały niedorzeczne podejrzenia, że być może do wina dodano narkotyku.
Zacząłem grać. Melodia była chwiejna i niepokojąca, tak jak moje myśli. Struny drgały w dysonansach, które odbijały się od sufitu i wracały do mnie, sprawiając, że grałem jeszcze dziwaczniejsze i mniej skoordynowane dźwięki, nie słysząc nawet, czy układają się w melodię. Miałem wrażenie, że palce odmawiają mi posłuszeństwa, ale jednocześnie wygrywają właśnie to, co w tamtej chwili czułem. Zamknąłem oczy i pozwoliłem się ponieść tej niepokojącej muzyce, pozwoliłem jej prowadzić moje ręce, tak jakby to ona sterowała mną, a nie odwrotnie.
Nie wiem, jak długo grałem. Bałem się otworzyć oczy, aby nie napotkać spojrzenia lorda; czułem, jak mnie obserwuje, czułem ogień w jego oczach i zimny wzrok Lothara, który stał w cieniu pod ścianą.


Gdy przestałem grać i otworzyłem oczy, unosząc głowę, obaj na mnie patrzyli. Huntington stał teraz tuż przy instrumencie.
– Instynkt nigdy mnie nie zawodzi – rzekł cicho. Pomruk bestii ledwie słyszalny zza fasady nienagannej angielszczyzny.
Mój wyczulony muzycznie słuch przez cały wieczór doszukiwał się w jego głosie nut francuskiego, włoskiego, wychwyciłem nawet archaiczną twardość łaciny, którą katowano mnie w dzieciństwie. Z pewnością władał tymi wszystkimi językami i jeszcze kilkoma innymi, których nigdy nie słyszałem. Skąd jednak przyszło mi to do głowy, dlaczego byłem o tym nagle przekonany – nie wiedziałem. Chciałem, by mówił jeszcze, by nie przestawał mówić, choć jednocześnie bałem się znów zatracić w jego głosie. Cała moja wcześniejsza niechęć zgasła, uprzedzenia zniknęły, pragnąłem tylko poddać mu się, spełniać jego wolę, sprawić, by był zadowolony ze mnie i z mojej gry. Chciałem mu służyć.
Chciałem mu służyć?!
Zerwałem się z ławki i odwróciłem wzrok od tych płonących w półmroku oczu. Przez chwilę nie pamiętałem, gdzie jestem i co się działo przez ostatnie godziny. Poczułem panikę, jakby nagle w pokoju zabrakło powietrza, jakby wypełnił go dym. Na widok przyczajonego w kącie Lothara niemal krzyknąłem.
– Muszę… muszę już iść… – wymamrotałem.
********

Wyszedłem pospiesznie z pokoju i dalej przez korytarz, gdzie zerwałem z wieszaka płaszcz. Gdy zbiegłem ze schodów i uderzyło mnie mroźne, zapierające dech powietrze, zdałem sobie sprawę z tego, że zapomniałem kapelusza, ale myśl o wróceniu po niego wydała mi się niedorzeczna. Wiatr szarpał moje włosy, które wymknęły się ze wstążki, gdy grałem, kosmyki smagały moją twarz. Postawiłem kołnierz i rozejrzałem się za dorożką, jednak ulica była pusta, podobnie jak moje kieszenie. I tak nie miałbym czym zapłacić za kurs, ruszyłem więc pieszo w ciemność, klnąc pod nosem, gdy w mdłym świetle gazowych latarni zatańczyły pierwsze płatki śniegu.
Zmierzałem śpiesznie w stronę domu, byle dalej od głosu Edgara Francisa Huntingtona, wprost do podłej kamienicy przy podłej uliczce, która co piątek zmieniała się w podły rynek pełen podłej jakości towarów, smrodu ryb, kóz i wrzeszczących wniebogłosy przekupek. Resztki śmieci nieuprzątniętych po targowym dniu i zwierzęce ekskrementy pokrywały się cienką warstwą śniegu.
Poczułem się tak, jakby ktoś siłą wyrwał mnie z przytulnego, pełnego dyskretnej elegancji mieszkania Lothara i cisnął wprost w ten cuchnący zaułek – a przecież sam uciekłem, sam się stamtąd wyrwałem, nie wiedząc nawet dlaczego.
Kim on był? Młodzik o płonących oczach i diabelskim głosie, który twierdził, że zwiedził świat i od lat wspierał muzyków, co było oczywistą niemożliwością. Kiedy, na miłość boską, miałby to robić? W ramionach mamki? Zza spódnicy guwernantki? Jego twarz wyglądała tak delikatnie, jakby nie zaznała jeszcze brzytwy! A jednak mu wierzyłem; miał w sobie dostojeństwo i powagę właściwe starcom, jakiś osobliwy majestat, coś, co sprawiało, że czułem się mały i niewiele znaczący, całkowicie mu podległy.
Co za bzdury!
Ze złością otworzyłem drzwi na ostatnim piętrze, ale na tyle cicho, by nie zbudzić starej ciotki, która noc myliła z dniem i wyrwana ze snu potrafiła się snuć po mieszkaniu tak długo, na ile pozwoliły jej powykręcane artretyzmem kończyny. Pokrzykiwała wówczas nieskładnie, biorąc mnie za zeszłego przed dekadami męża, a to była ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebowałem.

********
Ostrożnie okryłem pledem drzemiącą w fotelu przy dogasającym kominku staruszkę. W mieszkaniu było zimno i cuchnęło wilgocią, przeciągi wdzierały się przez nieszczelne okna. Wiedziałem, że w takich warunkach ciotka nie przeżyje zimy. Miała już chyba ze sto lat i trzymała się przy życiu jedynie siłą woli.
Mój mały pokoik był odrażającą, brudną norą w porównaniu z pełnymi dyskretnego uroku i wyszukanej elegancji pokojami Lothara. A przecież do niedawna sam mieszkałem wśród luksusów. Nagle wydało mi się to zupełnie nierealne, jakbym spędził w tym maleńkim pokoju ostatnie kilkanaście lat, a nie kilkanaście dni.
Zachciało mi się śmiać i płakać jednocześnie. W głowie rozkosznie pulsowało wyborne wino, a pełen żołądek sprawił, że stałem się ociężały i senny. Nie mogłem odpędzić od siebie wspomnień wieczoru, szarpały mną sprzeczne uczucia.
Kim byli ci mężczyźni? Czy nagłe perturbacje w moim życiu sprawiły, że zaczynałem tracić zmysły i kontrolę nad sobą? Jako młodzik przestałem przecież być tchórzem czy asekurantem i na niedorzecznych amerykańskich balach brylowałem, stając się duszą towarzystwa. Co się działo teraz, że traciłem głowę w obliczu dwóch kulturalnych dżentelmenów? Przecież nie byli nawet starsi ode mnie! Wiele jednak zmieniło się w ciągu ostatnich miesięcy, wszedłem w dorosłość jako bankrut i pijak, a moje wyrafinowanie przepadło wraz z majątkiem.
Nazajutrz musiałem tam wrócić po swój kapelusz. Nie było mnie stać na nowy, a za oknem na dobre rozszalała się zamieć. Nie zaznałem dotychczas takiej zimy, śnieg widziałem po raz pierwszy dopiero we Francji. Prawda, niestety, była taka, że nie było mnie stać już na nic. Nagle powróciły do mnie zapalczywe słowa Lothara o sławie, pieniądzach i… Jak on to ujął? O rządzie dusz.
Co to, do diabła, mogło znaczyć?

*******
CDN...

5 wrz 2017

Niedługo premiera "Miasta świętych i złodziei" Natalie C. Anderson

Cześć,

Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza, ale mam dla Was gorącego newsa💣
27 września ukaże się debiutancka powieść Natalie C. Anderson Miasto świętych i złodziei. (KLIK)📕 To pierwsza od sześciu lat książka dla młodzieży wybrana przez Barnes & Noble do programu Odkryj Wspaniałych Pisarzy. Ich odkryciem był m.in. John Green. Powieść ta została też dostrzeżona przez wytwórnię Universal Pictures, która kupiła już prawa do jej ekranizacji.

Recenzenci są zgodni – to bardzo zręcznie zaplanowana, budująca napięcie historia. Szybkie tempo akcji osadzone w kontekście międzynarodowej tajemnicy. Jak pisze „New York Times”, „(…) to pełna zwrotów akcji i zaskakujących tajemnic powieść, której nie będziesz w stanie odłożyć, póki nie przeczytasz ostatniej strony”.


Akcja książki rozgrywa się w fikcyjnym mieście Kenii − Sangui. Tina, główna bohaterka, wraz z matką ucieka z Kongo, licząc na rozpoczęcie nowego, spokojnego życia. Matka szybko znajduje pracę w charakterze pokojówki w domu bardzo wpływowej rodziny, której głową jest Roland Greyhill, jeden z najbardziej szanowanych biznesmenów w mieście, z czasem ojciec przyrodniej siostry Tiny − Kiki. Pan Greyhill nie zdobył jednak fortuny w uczciwych przedsięwzięciach − z czasem Tina dowiaduje się, że swą potęgę zbudował na korupcji i przestępczym życiu. Dlatego też kiedy jej matka zostaje znaleziona martwa w jego gabinecie, dziewczyna nie ma wątpliwości, kto za tym stoi. 

Targana żądzą zemsty, spędza kolejne cztery lata na ulicach Sangui, pracując w charakterze złodziejki dla lokalnego gangu sierot i dzieci ulicy. To właśnie to zajęcie pozwala jej pewnego dnia wrócić do posiadłości Greyhillów. Czy uda się jej wcielić w życie długo wyczekiwaną zemstę? Przekraczając próg rezydencji, odzywają się stare rany, a wspomnienia dawnych przyjaźni wprawiają w ruch bieg niebezpiecznych zdarzeń. Czy chęć odkrycia niewiarygodnej prawdy o zabójstwie matki − i o jego powodach – pozwoli bohaterce przetrwać lawinę wydarzeń?

Natalie C. Anderson jest amerykańską pisarką; pracuje i mieszka w Genewie. Ostatnią dekadę poświęciła organizacjom pozarządowym i ONZ, pomagając uchodźcom z całego świata, głownie z Afryki. To doświadczenie niewątpliwie miało wpływ na tę książkę. Jako pracownik organizacji niosących pomoc autorka bardzo zręcznie wplotła w treść powieści problemy ludzi mieszkających w regionach targanych wojną.

***
Wyróżnienia dla Miasta świętych i złodziei:
Amazon − najlepsza książka miesiąca w styczniu 2017
Barnes & Noble − wybór do programu Odkryj Wspaniałych Nowych Pisarzy
Barnes & Noble − najbardziej oczekiwany debiut wśród powieści młodzieżowych 2017 roku
Apple iBooks − pozycja na liście najlepszych książek w styczniu 2017
Indie − pozycja na liście wartych uwagi książek dla dzieci, zima 2016−2017
Indies Introduce − pozycja na liście książek na zimę/wiosnę 2017
Teen Vogue − najlepsza nowa książka młodzieżowa w styczniu 2017
Bustle − najlepsza książka młodzieżowa w styczniu 2017

Wybrane recenzje
„Miasto świętych i złodziei to pełna zwrotów akcji i zaskakujących tajemnic powieść, której nie będziesz w stanie odłożyć, póki nie przeczytasz ostatniej strony. (…) Emocjonalna podróż wydaje się prawdziwa i poruszająca”. − recenzja książki w „New York Times”

„W tym najeżonym szybką akcją thrillerze (…) Anderson w zręcznych słowach powołuje do życia świat Tiny, śledząc historię swej bohaterki i odkrywając wraz z nią szokującą prawdę”. − wyróżniona recenzja w „Publisher’s Weekly”

„Wspaniale zagmatwana zagadka kryminalna z morderstwem na pierwszym planie”. − wyróżniona recenzja w „Booklist”

„Dobrze zaplanowany kryminał z szybkim tempem akcji i międzynarodową tajemnicą, doprawiony zaledwie szczyptą romansu. (…) Gorąco polecam nastoletnim czytelnikom, szukającym mrocznej, trzymającej w napięciu, angażującej opowieści z twardą, sprytną i realistyczną bohaterką na pierwszym planie”. − wyróżniona recenzja w „School Library Journal”

„Umieszczając akcję tego angażującego kryminału z przykuwającymi uwagę bohaterami w pełnym napięć regionie, Anderson usiłuje zainteresować młodych czytelników toczącym się tam konfliktem i ukazać tragiczne piętno, jakim odciska się on na mieszkańcach tych terenów”. − wyróżniona recenzja w „BCCB”

„Połączenie Ocean’s Eleven i Krwawego diamentu: Miasto świętych i złodziei Natalie C. Anderson to trzymająca w napięciu opowieść o zemście i odkupieniu, w której czytelnik podąża tropem mordercy przez dżunglę w Kongo aż po krańce cyberprzestrzeni, koncentrując się przy tym na istotnej roli rodziny i przyjaciół − to idealna mieszanka napięcia, akcji i emocji”. − Tara Sullivan, autorka uznanych powieści Golden Boy oraz The Bitter Side of Sweet  


„Nastoletnia uchodźczyni z Kongo (połączenie Lisbeth Salander z Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet ze Storm z serii X-Men) szuka w Kenii zemsty za morderstwo matki”. − recenzja w „Hollywood Reporter”

„Trzymająca w napięciu historia zemsty”. − recenzja w „US Weekly”

****

Jesteście zainteresowani tym tytułem?
Pozdrawiam, A. 💋

24 sie 2017

"Ciotka Poldi i Sycylijskie Lwy" fragment!

Cześć,

Już 13 września będzie miała miejsce premiera książki Mario Giordano „Ciotka Poldi i Sycylijskie Lwy”. Książka ta, to lektura obowiązkowa nie tylko dla miłośników lekkich kryminałów z gatunku cozy crime, ale też dla amatorów dobrej, literackiej rozrywki. 
Jej główna ekscentryczna bohaterka – Ciotka Poldi -  stała się postacią kultową. Dlaczego? 
Aby czytelnik mógł sam się przekonać wydawnictwo Initium udostępnia bardzo obszerny fragment tej powieści. TUTAJ.

Zapraszam do zapoznania się z nim.

***
Jesteście ciekawi tego tytułu? Pozdrawiam.
Mój IG: KLIK.♥

8 sie 2017

"Angielka" - Katherine Webb + NEWS "Ciotka Poldi"!!

Tytuł: "Angielka"
Autor: Katherine Webb
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Insignis

Nowa porywająca powieść Katherine Webb, autorki bestsellerów Dziedzictwo i Echa pamięci.

Joan Seabrook to pani archeolog, która marzy o wyprawie do Arabii. Mamy rok 1958. Joan przyjeżdża do miasta Maskat, by zbadać pustynny fort Jabrin i być może odkryć niezbadane skarby. Choć nie tylko dlatego tutaj jest. Jej celem jest zapomnienie o osobistej tragedii...

Niestety nie wszystko idzie po jej myśli, ponieważ Oman trwa pogrążony w konflikcie, przez co podróż do Jabrin może nie dojść do skutku. Tutaj wszystko jest inne: nie tylko klimat, sama mentalność kraju, lecz także i społeczeństwo. 

W tej całej zawierusze, Joan spotyka... swoją dawną idolkę z dzieciństwa: Maude Vickery, która jeszcze bardziej podsyca ciekawość młodej kobiety i chęć przygody. Zaczyna je łączyć przyjaźń - lecz za łatwowierność przyjdzie jej niestety zapłacić, ponieważ Maude nie posiada do końca czystych intencji. Ani nie jest już tą samą osobą o której Joan tyle czytała i zachwycała się naście lat wstecz...


Czy Joan uda się przetrwać w obcym, odległym kraju? Czy przegra swoją wyprawę, jako pionek w podstępnej grze i intrygach? 

Muszę przyznać, że i tym razem nie zawiodłam się na prozie pani Webb. Parę lat temu miałam przyjemność zrecenzować "Dziedzictwo" - które mnie oczarowało. Tym bardziej byłam ciekawa kolejnego tytułu, choć jakże odmiennego. Jeśli czekaliście na "Angielkę" to się nie zawiedziecie. Przygody Joan wciągają i będą doskonałą rozrywką na letnie wieczory. Historia jest opisana z pomysłem i nutką zagadki. To taka podróż w dalekie kraje, bez ruszenia się z fotela. Polecam serdecznie.

Moja ocena: 5/5
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Insignis
Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytać.pl KLIK, oraz na empik. com TU.


******


Mam też przyjemność przedstawić Wam zapowiedź od wydawnictwa Initium, które ukaże się 13.09

OPIS:
Ciotka Poldi to lektura obowiązkowa nie tylko dla miłośników lekkich kryminałów z gatunku cozy crime, ale też dla amatorów dobrej literackiej rozrywki. Przez wiele tygodni książka była w pierwszej dziesiątce bestsellerów Spiegla, a jej główna − ekscentryczna bohaterka stała się postacią kultową. Mario Giordano ukończył właśnie trzecią część serii. 
Już 13 września na półki księgarni trafi polski przekład tej komedii kryminalnej – z niebanalną bohaterką i klasyczną intrygą, pozbawioną drastycznych detali.
Tytułowa postać ma w sobie coś z Miss Marple − Poldi też zdobywa ludzkie serca w sposób tak oszałamiający, że nie można jej się oprzeć. W dniu swoich sześćdziesiątych urodzin przeprowadza się z Monachium na Sycylię, w rodzinne strony swego zmarłego męża. Ma jeden cel − w wytworny, systematyczny sposób zapić się na śmierć, spoglądając w morze. W swoich planach nie uwzględniła jednak rodziny nieżyjącego męża. Sycylijczycy z krwi i kości chcą nauczyć Poldi zasad la dolce vita. A jakby tego było mało, pewnego dnia znika bez śladu Valentino − chłopak, który pomagał Poldi w domu i ogrodzie. Koniec ze spokojem. Wydarzenia zaczynają następować po sobie z prędkością lawiny. Czyżby Valentino dostał się w szpony mafii? Na drodze prywatnych poszukiwań Poldi spotyka atrakcyjnego commissario Montanę. Ten nie chce, by kobieta wtykała nos w śledztwo, ale Poldi oczywiście ma własny plan − zastawia zasadzki na morderców, robiąc przy tym niezłe zamieszanie.

Ciotka Poldi to mnóstwo inteligentnego humoru, ironii oraz afirmacji barwnej Italii i włoskiego stylu życia; to też sympatyczne, lekko skonsternowane spojrzenie na Sycylię − jej piękno, stereotypy i absurdy. Książka jest bardzo pogodna i budzi tęsknotę za podróżami. Językowo to prawdziwa uczta, pełna podtekstów, czarnego humoru i celnych metafor. Powieść kipi radością życia, które ma zapach pomarańczy i smak wybornego wina. A wśród tych rarytasów − detektyw w spódnicy. Nie sposób jej nie pokochać! 

W Niemczech książka sprzedała się w nakładzie ponad 100 tys. egzemplarzy.  

 Jesteście zainteresowani?
Pozdrawiam.

4 lip 2017

Katherine Webb powraca w wielkim stylu!

Cześć,

Już 19 lipca premiera „Angielki”. Katherine Webb, prawdziwa mistrzyni powieści obyczajowej, spod której pióra wychodzą porywające historie o wrażliwych, mądrych kobietach, powraca z nową powieścią. 

Jej debiut sprzed siedmiu lat, „Dziedzictwo”, sprawił, że polskie czytelniczki pokochały styl Katherine i jej czułe na emocje spojrzenie na otaczający świat. Zarówno „Dziedzictwo”, jak i kolejną powieść „Echa pamięci” przepełnia atmosfera tajemnicy. Przewracając kolejne strony, coraz mocniej angażujemy się w opisane historie, coraz intensywniej przeżywamy rozterki bohaterek, wraz z nimi dokonujemy dramatycznych wyborów i szukamy wspólnego mianownika łączącego przeszłość z współczesnością.

Taka też jest najnowsza powieść Katherine Webb – „Angielka”. Jej akcja rozgrywa się dwutorowo: wraz ze świeżo upieczoną archeolog Joan trafiamy do Maskatu, stolicy Omanu, by chwilę później przenieść się w czasie i poznać młodą Maude Vickery, urodzoną w 1882 roku podróżniczkę i odkrywczynię. Maude Vickery samotnie eksplorowała dzikie obszary Bliskiego Wschodu, odwiedzając ruiny starożytnych cywilizacji. Swoje wyprawy opisywała w książkach, została też szanowaną filolog klasyczną i uznaną tłumaczką. Lecz przede wszystkim była pierwszą kobietą w historii, która przemierzyła pustynię nazywaną Pustym Kwartałem Arabii – i to jedną z najtrudniejszych tras.
Dla Joan, która przybywa do Maskatu wiele lat później chcąc zrealizować marzenie z dzieciństwa, a zarazem wziąć wreszcie odpowiedzialność za swoje życie, Maude Vickery jest prawdziwą bohaterką, mistrzynią. Nie ma dla niej znaczenia, że Maude, dziś zapomniana, żyje w cieniu, samotnie – że legendarna odkrywczyni zamieniła się w ekscentryczną, opuszczoną staruszkę. 

W kraju pełnym tajemnic sama ustalasz reguły gry…

Kolejne spotkania dwóch tak odmiennych kobiet sprawiają, że rodzi się między nimi przyjaźń, a Joan daje się niepostrzeżenie wciągnąć w wir przygód. Kiedy zaczyna zastanawiać się nad swoimi wyborami i motywami Maude, jest już za późno. Joan zdaje sobie sprawę, że stała się pionkiem w podstępnej grze, która ma wyrównać dawne porachunki. Teraz musi opowiedzieć się po którejś ze stron i znaleźć sposób na zatrzymanie lawiny wydarzeń, którą sama wywołała, nim dojdzie do straszliwych konsekwencji.
Niesamowite pejzaże, przejmująca tajemnica, wyraziste osobowości, których konfrontacja od początku buduje napięcie – wszystko to czytelnik odnajdzie w pasjonującej i pełnej ulotnego piękna narracji Katherine Webb. 
Szukajcie „Angielki” w księgarniach od 19 lipca. Kto na bank przeczyta? :)
Pozdrawiam.

17 gru 2012

Jedyna prawda - Olle Lönnaeus

Tytuł : "Jedyna prawda"
Autor : Olle Lönnaeus
Liczba stron : 415
Wydawnictwo : Rea
Możliwość zakupu książki TUTAJ

Zimowa noc, nad skańską równiną szaleje śnieżyca. Joel Lindgren dostaje telefon. Słyszy głos swojego ojca, Mårtena, z którym nie miał kontaktu od dwudziestu lat. Joel nie potrafi zlekceważyć tej rozmowy, więc wyrusza przez zamieć do rodzinnego miasteczka Tomelilla, gdzie mieszka Mårten. Znajduje go wiszącego na haku pod sufitem. Na ścianie widnieje napis namalowany czerwoną farbą: Ghadab Allah – Gniew Boga.


Kiedy policja zatrzymuje podejrzanego o zabójstwo, inspektor kryminalna Fatima al-Husseini zostaje wyznaczona do prowadzenia przesłuchań. Jej spotkania z fanatycznym Osamą al-Dinem przeradzają się w psychologiczne starcie o to, czym jest prawa i kłamstwo, a czym dobro i zło.

Więzy krwi, od których Joel całkowicie się odciął, dają o sobie znać. Kim właściwie był jego ojciec, którego przez całe życie tak nienawidził? Krętaczem, przemytnikiem, niewydarzonym artystą? Im więcej się dowiaduje, tym mniej rozumie. Czy prawda jest tylko jedna, czy może istnieje ich więcej ?

  Olle Lönnaeus - (ur.1957) jest dziennikarzem gazety Sydsvenska Dagbladet, w której opisuje wydarzenia polityczne w Szwecji, Europie i na Bliskim Wschodzie. Obecnie mieszka w Lund, lecz dorastał w Tomelilla. Jego debiutancka powieść kryminalna "Pokuta" zdobyła nagrodę Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów za najlepszy debiut roku oraz nagrodę pisarską Studieforbundet Vuxenskolan w 2009 roku. Druga książka, "Wielkie serce Mike'a Larssona", została nominowana za kryminał roku 2010 i wygrała Nagrodę Południowej Szwecji za Kryminał Roku 2011. Powieści Ollego Lönnaeusa ukazały się już w dziesięciu krajach, przetłumaczone na dziewięć języków.


Szczerze mówiąc, niektóre osoby będą się ze mnie śmiać, ale zupełnie się nie znam na kryminałach. Po prostu nie gustuję i nie mam czasu pogłębiać swojej wiedzy na temat tego gatunku literackiego. "Jedyna prawda" nie należy do książek cieniutkich, które można połknąć w jeden wieczór (no, chyba że jakiś fan ją dorwie). Treść książki porusza sprawy ważne dla ludzi i ma w sobie jakąś zagadkę, nad którą czytelnik musi się trochę potrudzić i pomyśleć. Surowy, zimowy klimat Szwecji pasjonuje nawet takiego laika jak ja. Przekonałam się do twórczości Lönnaeusa i z chęcią przeczytam jego pierwszą, zachwalaną książkę "Pokuta". Może przypadnie mi do gustu. Dla fanów szwedzkich kryminałów - jak znalazł. :)

Moja ocena : 4/5
Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytac.pl
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/151650/jedyna-prawda/opinia/8280320#opinia8280320

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuje

2 gru 2012

Rozdroża - William Paul Young

Tytuł : "Rozdroża"
Autor : William Paul Young
Wydawnictwo : Nowa Proza
Liczba stron : 312
Data premiery : 28 listopada 2012

Nowa powieść autora bestsellerowej Chaty.


Anthony Stewart to biznesmen, który do swojej pozycji doszedł własnymi siłami. Nie jest on jednak osobą miłą, ani ciepłą, wręcz przeciwnie - jest egoistą i snobem, którego boją się pracownicy jego firmy. Porzucił on swoją rodzinę, wyrządzając im wielką krzywdę i w głębi duszy wie, że postąpił źle. Nie ma jednak odwagi przyznać się do tego otwarcie. Ze swoją żoną rozwiódł się dwa razy, doprowadzając ją do ruiny majątkowej, a córka nie chce go znać.. Anthony czuje się podle, więc szuka zapomnienia w alkoholu. Nagłe wydarzenie sprawia, że spojrzy jednak inaczej na swoje życie.


Lekarze wykrywają u niego guza mózgu, a on sam zapada w śpiączkę.. Podczas tych wydarzeń zapada w surrealistyczny sen, w którym przeżywa na nowo swoje wzloty i upadki. Spotykając się tam z pewnymi osobami, a nowo uczy się co to przebaczenie, śmierć, czas i wybór. Podróż, którą przeżywa Anthony może na nowo uświadomić mu pewne sprawy, szczególnie że spotyka on samą Trójcę Świętą.. Czy będzie miał odwagę, żeby dokonać krytycznego wyboru, który może naprawić wielką niesprawiedliwość, jaką wyrządził przed zapadnięciem w śpiączkę ?


Przyznam szczerze, że nie czytałam poprzedniej książki tego autora i nie znam jego twórczości. Myślę jednak, że po sukcesie poprzedniej książki autor stworzył coś miernego na wzór poprzedniczki.. Pomysł z wplecieniem w akcję surrealistycznego świata, osoby Jezusa i Boga raczej nie powala na kolana. Nie chodzi tu o kwestię religijności czy wierzeń, ale o samą treść. Nie bardzo odnajduję się w takiej tematyce. Z początku owszem, można się zaczytać, ale później książka staje się nużąca. Muszę powiedzieć, że troszkę się zawiodłam. Ale nie ma przecież rzeczy doskonałych. ;) Metoda prób i błędów jest tu jak najbardziej pożądana. Może Wam się jednak książka spodoba i trafi w wasz gust. ;)


Moja ocena : 2/5

Opinia opublikowana również na portalu lubimyczytac.pl
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/156912/rozdroza/opinia/8617834#opinia8617834

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuje